sobota, 13 września 2014

Rozdział 9

Justin wszedł do auta po czym wyciągnął ze szchowka papierosy i zapalił jednego co mnie zdziwiło, bo nie wiedziałam że Justin pali. Widocznie był zdenerwowany całą tą sytuacją. Bardzo ciekawi mnie o czym rozmawiali, a raczej kłócili się. Z tego co zrozumilam Selena czymś szantażuje Justina. Hmmm może Juss kiedyś mi powie. Kto wie?
- Mała nie przejmuj się tą sytuacją- powiedział Justin wypuszczając dym. Taa jak ja miałam sie nie denerwować skoro widziałam ze to coś poważnego.
  Juss wysiadł z auta i otworzył drzwi z mojej strony. 

Miesiąc później...


Siedzieliśmy w salonie grając w gry na Xbox'ie, gdy nagle energicznie rozbrzmiały telefon Justina. Wstałam i podbieglam to telefonu z uśmiechem.
- Halo?
- Dzień doby. Na wstępie pragnę przeprosić państwa za takie długie oczekiwanie na wyniki badań DNA, ale mielismy mały problem. Bardzo prosze o to aby panstwo szybko przyjechali do kliniki.
-Dobrze Panie doktorze. Dziekuje za telefon.
Zjawimy sie jak najszybciej. Do zobaczenia- odłożyłam słuchawke.
Czekaliśmy na wyniki całe wieku i nadal ich nie było. Bałam się że jeżeli czekamy aż tak długo to oznacza że wyniki są złe. W głębi duszy miałam nadzieje że się mylę.
-Justin jedziemy do kliniki - powiedziałam zdenerwowana. Juss był gotowy w 2 minuty. Ja nawet się nie szykowałam wybieglam z domu w dresach i za dużej czarnej bluzce. Nawet się nie poczesałam. Weszłam do auta ale dzisiaj akurat miałam ochotę prowadzić.
- Mała nie pomyliły ci się strony? - pyta z lekkim zdziwieniem.
- Nie skarbie dziś ja prowadzę.
-Może przesiądźm się do Audi- powiedział zaniepokojony Justin
- Boisz się że rozbije ci Lamborghini? -Powiedziałam z uśmiechem. Po czym dodałam
- Nie ma mowy kochanie jadę tym.
Jechałam spokojnie ponieważ jechaliśmy przez miasto a była godzina 18, czyli było ciemno jak to w listopadzie. Wiadomo że nie ma u nas 30 cm śniegu bo to Chicago a nie Syberia ale czasami chciała bym taką zimę jak z bajki. No ale nie o tym. Uwielbiam jeździć lub chodzić wieczorem po mieście, wtedy to wszystko budzi sie do życia. Jechaliśmy 40 minut.
Wchodzimy do gabinetu i nasz dobry humor prysł jak Banka mydlana.
- Witam doktorze- powiedział Justin
- Witam Panie Bieber rozmawiałem z pandką dziewczyną, ale powiedziałem wszystkiego przez telefon ponieważ nie mogę podawać informacji na temat badan przez telefon.
- Dobrze doktorze, ale do sedna - weszłam mu w słowo.
- wyniki nie są dobre.- powiedział
- jesteśmy spokrewnieni? - zapytał Justin.
- ..... Nie. Nie jesteście - Powiedział doktor po chwili milczenia
- No wiec w czym problem- powiedziej zdezorientowany i lekko wkurzony Justin
- Problem w tym panie Bieber, że pańska dziewczyna jest poważnie chora. Ma raka macicy. To choroba na która można umrzeć, a w najlepszym wypadku nie  najlepszym Wdzie mogła mieć dzieci. - Mówił lekarz a mi w tym momencie zrobiło się słabo. Usiadłam i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Lekarz wszystko nam wyjaśnił, że jeżeli podejmiemy leczenie to choroba nie będzie śmiertelna. Co nie zmienia faktu że nie będę mogła miec dzieci. Resztę wieczoru przeleżałam w łóżku płacząc. Justin leżał obok i mnie przytulał i pocieszał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy kolejny rozdział mam nadzieje ze wam się podoba mam parę pomysłów na przyszłość związana z blogiem ale muszę to poskładać w całość. Pozdrawiam <3 :*

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 8

- Kayla myyy musimy to sprawdzić- powiedział Justin. Czułam w jego głosie strach, czułam że on sie boi prawdy, ja też się bałam. Nie chciała tego wiedzieć. Co jeśli okazało by się że jesteśmy rodziną? nie  mogli byśmy być razem. Moje życie dopiero wtedy nabrało sensu, przy nim. Mimo że nie znaliśmy się długo czułam że Justin to ten jedyny. To wszystko miało by się od tak skończyć?Bałam się.
- Justin to wszystko jest trudne. Co jeśli jesteśmy spokrewnieni? - zapytałam ze łzami w oczach. bałam się odpowiedzi.
- Mała musimy być dobrej myśli. A nawet jeżeli jesteśmy spokrewnieni to ja cię nie zostawię. Nie umiałbym o tobie zapomnieć. Zostaniemy przyjaciółmi. Będę cię traktował jak siostrzyczkę- mówił Justin , a moje łzy spływały po policzkach.
- Dobrze Justin pojedźmy do kilniki. Zrobimy test DNA . - powiedziałam lekko przerażona.
- Chodź myszko- powiedział Justin wstają i chwytając mnie za rękę.
Gdy zbliżaliśmy się do drzwi wyjściowych zobaczyliśmy pod bramą 4 vany wypełnione po brzegi fotoreporterami.
- Justin..?- powiedziałam lekko zaniepokojona.
- Haha  nie martw się  mała idź spokojnie uśmiechaj się i odpowiadaj na pytania- powiedział Justin uśmiechając się.
-Serio? - zapytałam
- Żartowałem. Idź najszybciej jak potrafisz prosto w stronę auta zaraz za mną. Idziemy- Powiedział otwierając drzwi i zmierzając szybko w stronę swojego auta. Szłam zaraz za nim.
Siedzieliśmy w klinice i czekamy w poczekalni. Tak Justin Bieber musi czekać w poczekalni.
Czekaliśmy tam wieki. Było mi duszno i kręciło mi się w głowie, zrobiło mi się ciemno przed oczami. Musiałam usiąść.

Weszliśmy do gabinetu.
- Dzień dobry. Moja dziewczyna zasłabła w korytarzu. Mógłby pan sprawdzić o co chodzi?- Mówił Justin.
- Nie panie doktorze  przyszliśmy tu w innej ważnej sprawie, chcielibyśmy zrobić testy DNA, bo podejrzewamy że miedzy nami jest jakieś pokrewieństwo- Mówiłam powoli i spokojnie bo dalej było mi słabo.
- Nie panno Jordan mdłości nie można bagatelizować. Często zdarza się pani maleć? - Doktor zadawał mi dużo innych pytań. Faktycznie ostatnio zdarzało mi się mdleć ale myślałam ze to przez to że wymiotuję i mój organizm jest słaby.
Po krótkiej rozmowie z lekarzem przeszliśmy do konkretów. Najpierw Justin wszedł do osobnego pomieszczenia żeby pobrać krew, później ja. Po wszystkim lekarz powiedział żebym brała leki na wzmocnienie organizu i wyszliśmy z kliniki. Pojechaliśmy do Justina. Wysiadając z auta spotkaliśmy kogoś  kogo Justin napewno nie chciał spotkać. Wszystkiego bym się spodziewała ale nie jej. Przed posesją stał nie kto inny tylko Selena Gomez.
- Czego ty tu szukasz?- Powiedział Juss i momentalnie uśmiech znikł mu z twarzy.
Był na nią zły, ale nie wiem dlaczego przecież oni się przyjaźnią.
- Musimy porozmawiać- powiedziała patrząc na mnie wrednym spojrzeniem. Coś mi się wydawało że chyba się nie polubimy.
Widząc że Justin jest zdenerwowany powiedziałam wróciłam do auta pod wymówką że zostawiłam tam telefon. Siedząc w aucie nie słyszałam zbyt wiele.
Justin już zmierzał w stronę auta gdy Selena  krzyknęła
- Pamiętaj o naszej umowie! Kretynie!!!
- W dupie mam twoją umowę! Pamiętaj że jak to powiesz to nie tylko zniszczysz mnie ale też siebie.
- Wal się!- zawołała odchodząc
Nie miałam pojęcia o czym mówili ale brzmiało trochę strasznie
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jest kolejny rozdział :) Mam nadzieje że wam się podoba :) przepraszam za przepraszam błędy ale pisze na telefonie.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 7

C-co?- to jedyne co potrafiła wydusić z siebie Maya.
- Chodź do salonu wszystko ci wytłumaczymy- powiedziałam chwytając Justina za rękę i kierując się schodami w dół.
Siedzieliśmy w salonie rozmawiając i pijąc drinki. Maya była w zupełnym szoku, ale później w miarę zaczęła się przyzwyczajać do Justina.
- Justin! Chcesz zobaczyć zdjęcia z dzieciństwa Kayla?- powiedziała z entuzjazmem Maya.
- Niee! Maya! Nie zrobisz mi tego! - krzyknęłam wyrzucając ręce w górę. Na co Juss zaczął się śmiać
 - Jasne, że chce- dodał z uśmiechem na twarzy, a Maya ruszyła w stronę długiej szawki pod telewizorem, wyjęła białe pudło i szła z nim do nas  na kanapę.
Usiadła i zaczęła wyjmować pokolei zdjęcia i opowiadała o każdym z nich ciekawą historię.
- To było w Indiach, to w Australi, to w Paryżu- opowiadała Maya, a Justin słuchał ją z zapałem. W pewnym momencie Juss wyciągnął roztargane zdjęcia na którym byłam ja na plaży. Niestety nie było nic więcej bo to była połowa zdjęcia. Justin spoważniał. Nie wiedziałam co się mu stało. Miał kamienną twarz.
- A to zdjęcie było zrobione ? - zapytał spokojny. Odwrociłam zdjęcie, ale na nim była tylko data. 19.08.1997r.
- Jest tylko data. Może miejsce będzie na drugiej połowie zdjęcia. -Powiedziałam przeglądając resztę zdjęć.
Justin resztę wieczoru był jaki jakiś nieobecny. Patrzył w przestrzeń. Nie wiedziałam o co chodzi bo przecież to nie podobne do Jussa on jest przecież zawsze taki energiczny i nadpobudliwy, a wtedy jakiś inny.
- No to już koniec oglądania, chyba że pójdę do garażu bo tam jest jeszcze jakieś pudło z pamiątkami- powiedziała Maya zamykając pudełko, które przyniosła.
- Nie Maya nie trzeba ja jestem zmęczona wiec idziemy się położyć- Przerwałam jej.
- Justin zostaje u nas? - Zapytała Maya z uśmiechem na twarzy.
- Mhmm- odmruczałam pod nosem, wstając i kierując się w stronę schodów. Justin szedł zaraz za mną.
Poszliśmy na górę, wzięliśmy prysznic i siedzieliśmy na łóżku wygłupiając się.
- Justin stało się coś? - Zapytałam bo nie dawało mi to spokoju dlaczego tak się zachowywał.
- Nie skarbie nic się nie stało - Odpowiedział Juss sztucznie się uśmiechając.
- Kochanie widzę że coś jest nie tak- mówiłam zmartwiona.
- Myszko chodźmy spać bo jutro musimy coś załatwić - powiedział Juss. Wiedziałam ze coś jest nie tak ale dlaczego nie chciał mi powiedzieć o co chodzi.
Leżałam i myślałam co on kombinuje, a Justin leżał za mną przytulając mnie.

Otworzyłam oczy mając nadzieję ze jeszcze noc. Przede mną ukazał się Juss . Siedział i klikał coś  na iphonie .
-Oooo moja niunia się obudziła. Myślałem już że nie wstaniesz- Powiedział Justin uśmiechając się i całując mnie w nosek. On jest taki uroczy.
- Która godzina kochanie? - zapytałam przeciągając się. Miałam nadzieję, że Justin powie że 9:00
- 11:30 - powiedział śmiejąc się ze mnie . Po czym dodał
- Ubieraj się bo za 30 minut musimy wyjechać .
Cooo przecież nigdy nie wyszukuje się w 30 minut. Szybko zerwalam się z łóżka i pobiegłam do łazienki przez garderobę. Chwycilam jeansy i luźną białą bluzkę .
Po 20 minutach wyszłam gotowa. Zrobiłam lekki makijaż i poczesalam włosy. Gdy wyszłam Justin był już ubrany więc chwycilam tylko czarne botki na koturnie z ćwiekami i skórzaną kurteczke. Zeszliśmy na dół. Maya pojechała do Nicki więc w domu nikogo nie było. Chwycilam torebkę z kanapy i klucze z domu. Justin wziął  kluczyki z samochodu z kuchni i wyszedł. Zamknęłam drzwi i poszłam do auta otwierając  bramę na pilocie. Justin oczywiście ruszył jak nienormalny i wyjechał z posesji zostawiając po sobie kurz. 
W drodze nie rozmawialiśmy bo muzyka grała tak głośno że nawet myśleć się nie dało, pozatym Justin prawie wgl nie odrywały wzroku z telefonu. Ciekawe z kim on tak piszę. Po 40 minutach byliśmy w Atlancie pod domem Justina. Z daleka było widać że to dom gwiazdy. Myślałam że to my mamy wille ale to co zobaczyłam wychodząc z auta tego nie da się opisać. Mury jak na zamku brama taka, że nikt nie da razy przez nią przejść, wszędzie alarmy, pod domem stoi 9 samochodów, a dom przypomina pałac, tu zmieścił by się cały Bieber Team i zapewne mogli by się gonić. Odwróciłam głowę w prawo i zobaczyłam ogromny basen, później w lewo a tam stały dwa ogromne ślniące tourbusy. Oglądałam wszystko ze zdziwieniem wiec oczywiście potknęłam się a Justin mnie złapał po czym wziął na ręce
- Chodź tu moja niezdaro. - Powiedział Juss śmiejąc się ze mnie
- Puść!!! Justiin puść mnieJustin!!!- darłam się jak opętana
- Justin co pomyśli twoja mama gdy nas zobaczy- zapytałam ze łzami ze śmiechu w oczach
- Hahha a co pomyśli jak cię usłyszy- zapytał Juss. Wiec się poddałam i dałam się nieść.
- Przeniosę cię jak pan młody swoją świerzutką żonę - Powiedział śmiejąc się.
Drzwi otworzyła nam jego mama odsuwając się i śmiejąc z nas.
- Justin możesz mnie postawić - powiedziałam a Justin zrobił to o co poprosiłam.
- Dzień dobry - powiedziałam mamie Justina podając jej rękę. Po chwili zza rogu wyszedł tata Jussa i Jazmyn i Jaxon.
Zjedliśmy obiad po czym Justin wstał od stołu podziękował i trzymając mnie za rękę kierował się schodami do góry.
- Dużo tu ludzi- powiedziałam wchodząc do pokoju Justina.
- Tak ... Wiesz to duży dom samemu było by tu smutno a tak jest mama, tata, rodzeństwo i dziadkowie. Mnie i tak tu nie ma zbyt często bo jestem w trasie. Teraz mam miesiąc przerwy wiec korzystam.- mówił Justin szperajac w szufladach.
- Kochanie czego szukasz? - zapytałam zaciekawiona
- Mam- krzyknął triumfalnie Justin machając mi przed oczami jakimś zdjęciem.
- Popatrz- powiedział dając mi drugą połowę zdjęcia, które mam ja.
- Justin skąd to masz? - nie umiem opisać tegoo się we mnie dzieje.
Na odwrocie zdjęcia był napis "Canada, Ontario, Stratford...
- Justin ja mieszkałam kiedyś w Stratford - powiedziałam ze zlami w oczach.
- Myślisz zmizemy być spokrewnieni?- powiedział Juss przytulając mnie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następny rozdział juz niedługo. Przepraszam za taką przerwe. Podoba wam się?

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 6

Drzwi otwiera mi Justin, który wygląda nieziemsko. Stoi w samych spodniach chwaląc się swoją cudownie wyrzeźbioną klatą. Jego tatuaże wywołują u mnie dreszcze, nie wiedziałam, że ma ich tak dużo i te jego potargane włosy.... ohhhh i stoimy tak w drzwiach patrząc na siebie. Justin oblizuję seksownie usta.
- Proszę wejdź- mówi lekko zachrypniętym głosem. Wchodzę. Apartament wygląda bardzo podobnie do naszego tylko w jego pokoju jest czystko, a w naszym nie.
siadam na dużej, białej, skórzanej kanapie, a Justin idzie w stronę kuchni.
- Napijesz się czegoś po ciężkim dniu? - Pyta Juss spoglądając na mnie z lekkim uśmieszkiem.
- Tak poproszę. Może być subtelny drink- odpowiadam uśmiechając się do niego. Nie to nadal do mnie nie dochodzi. Nie wierzę w to co się dzieje w okół mnie, siedzę w pokoju Justina Biebera, który robi mi drinka, a w dodatku jest we mnie zakochany. Poprostu sen.

Otwieram oczy ....., leżę w łóżku, ale to nie jest moje łóżko. O cho ty chodzi? Dźwigam sie lekko i widzę, że drzwi z sypialni są otworzone a w salonie ktoś leży. Słyszę dźwięki jakiejś durnowatej gry. Wstaję z łóżka. Mam na sobie tylko majtki i jakąś za dużą koszulkę. To chyba T-shirt Justina.... Chwila co? Bożeee co ja robiłam nic nie pamiętam i dlaczego moje ubrania są na ziemi a ja jestem TYLKO  w koszulce Biebsa. Wychodzę z sypialni. Na kanapie leży Justin w samych bokserkach i w coś gra.
- Oooo moja księżniczka się obudziła- mówi Juss i podchodzi do mnie i daje mi buziaka w czoło.
-Taa hej - uśmiecham sie do niego i kontynuuję
- Justin co tu się działo? Dlaczego ja jestem prawie naga?-pytam go siadając na kanapie.
- Całą noc rozmawialiśmy aż wkońcu stwierdziłas, że jesteś zmęczona a jedyne gdzie potrafiłaś dojść to moja sypialnia. - mówi śmiejąc się na cały głos
- Justin czy my to ... - Nie dał mi dokończyć i zaraz wtrącił
- Nie, nie martw sie byliśmy grzeczni- mówi z uśmiechem. Ufff co za ulga.........

**** California, tydzień później***

Resztę tygodnia spędziłam z Jussem, spotykamy się, ale nikt nic o nas nie wie. To nawet dobrze,bo gdyby fani się dowiedzieli to wole nie myśleć co by się działo...

Siedzę w pokoju i patrze na tv gdy naglę słyszę telefon. To Juss. Odbieram
- Hej myszko wpadnę po ciebie o 19 spoko?
- Hej, ok ale czy o 19:30 nie zaczyna się twój koncert?
- No niby tak ale ... mam dla ciebie niespodziankę. O 19 pod twoim domem aniołku. Kocham cię paaaa- Justin się rozłączył. Co on kombinuję? Po jego głosie słyszałam, że jest podekscytowany. Ciekawe co on wymyślił. Idę sie szykować bo mam godzinę czasu.
Nie stroję się za bardzo bo nie wiem gdzie idziemy. ubieram jeansy, białą koszulkę, czarne szpilki i skórzaną kurtkę. Robię delikatny makijaż a włosy zostawiam lekko porkęcone i rozpuszczone.
Zostało mi 15 minut, więc schodzę na dół.
- Kayla gdzie ty idziesz? - pyta Maya.
- Lecę z Lexi na miasto - odpowiadam usmiechnięta. Sięgam po butelkę wody, która stoi w kuchni.
- Ejjjj Kayla czekaj czekaj- mówi Maya patrząc na moje ręce.
- Od kiedy nosisz fioletową wstążkę? - pyta ze zdziwieniem. Ufff jak dobrze, że chodziło o to
- Jestem beliebier- odpowiadam jej uśmiechnięta od ucha do ucha. Słyszę, że Justin podjechał pod dom. wybiegam jak najszybciej, zeby Maya nie zobaczyła jego auta. Zamykając drzwi krzyczę
- Paaaa wrócę... nie wiem kiedy...
Wchodzę do auta i zamykam drzwi a Justin wita mnie namiętnym pocałunkiem po czym odjeżdża.
- Więęęc gdzie jedziemy? - pytam zaciekawiona
- Niespodzianka to niespodzianka- odpowiada Justin, na co oboje się uśmiechamy.Justin tak pędzi, że po 10 minutach dojeżdżamy pod arenę na której Juss powinien dawać koncert. Jesteśmy pod tylnim wejściem gdzie stoi pełno ochroniarzy. Justin otwiera mi drzwi i pomaga wysiąść. Trzymamy sie za ręce i wchodzimy na arenę. Idziemy jakimis korytarzami bardzo szybko. matko boska tyle zakrętów jak w jakimś labiryncie. Wbiegamy do jakiegoś kolejnego korytarzu, w którego końcu stoi cała ekipa Justina. Podbiegamy do nich. Do okoła Justina jest pełno osób. Makijażystka purduje mu policzki, fryzjer poprawia włosy, kolesie podłączają mu te wszystkie kabelki... Ogólny szum, jeszcze słychać pisk dziewczyn na widowni. Scooter odlicza10...9...8...7...6....5...4... Justin wchodzi do windy ....3...2....1.... no i słychać co tam się dzieje. Te dziewczyny szaleją a Justin wita się z nimi po czym zaczyna śpiewać All around the world...
- Kayla chodź za mną - mówi do mnie Scooter, więc za nim idę. Scoot prowadzi mnie korytarzami i schodami aż wkońcu dochodzimy do miejsca gdzie stoi Pattie
- Cześć Kayla- Mówi uśmiechnieta mama Justina podając mi rękę.
- Dzień dobry- odpowiadam po czym dodaję
- co tu się właściwie dzieje ?
- Zaraz zobaczysz- odpowiada Pattie pokazując mi głową zasłone obok niej.
- Mogę? - pytam nieśmiało kobietę na co ona kiwa głową, że tak. Odsłaniam kawałek materiału i widzę że jestem za sceną tzn widzę Justina, który śpiewa .... Wow byłam pod sceną teraz za nią.. To wszystko jest zwariowane. Słyszę jak zaczyna się piosenka OLLG, a Justin mówi ''Dzisiejsza Ollg jest dla mnie wyjątkowo ważna. Ponieważ ta dziewczyna namieszała mi w głowie, oczarowała mnie, sprawiła, że znów sie uśmiecham. Kocham ją... poznajcie ją... oto Kayla''
Co nie wierzę, że on to zrobił .... Piosenka leci coraz głośniej a ekipa biega po scenie dają Justinowi kwiaty i wianek.... Justin śpiewa, dziewczyny piszczą, płaczą, krzyczą ... podbiega ktoś do mnie i mnie ciągnie na scene.... Justin podaje mi rękę i prowadzi na tron, daje mi bukiet kwiatów i zakłada wianek. Mam łzy w oczach. Justin śpiewa tylko dla mnie nawet nie patrzy na publiczność ...
''Oh no
I saw so many pretty faces
Before I saw you, you
Now all I see is you
Oh no'''
Nie potrafię opanować łez patrzę w jego oczy i płaczę... to łzy szczęścia. Justin chwyta moją rękę i prowadzi na środek sceny, chwyta mnie w talii a ja daję ręce na jego szyję i powoli tańczymy. Świat się dla mnie zatrzymał. Jestem ja i Justin. Nie ma tych milionów dziewczyn ani setek ludzi z ekipy tylko MY. W pewnym momencie muzyka się kończy a Justin mnie zaczyna całować ...... ten pisk dziewczyn był nie do opisania. Podbiega do mnie Vicky dziewczyna z ekipy chwyta za rękę i ciągnie na backstage. Justin podaje mi kwiaty, które odłożył gdy tańczyliśmy i mówi do mikrofonu '' Kocham cię księżniczko''

Jestem za sceną i dalej płaczę. Pattie mnie przytula a ja nie potrafię uwierzyć w to co się stało. Chwilę później koncert sie kończy a Justin przybiega do mnie i mnie mocno przytula.
Siedzimy w jego aucie i jedziemy do mnie do domu. Tak stwierdziłam, że powiemy wszystko Maya. Jedziemy całą drogę rozmawiając i się śmiejąc. Po chwili jesteśmy pod domem. Maya jest w domu bo widać świecące się światła i auto na podjeździe. Nawet gdyby jej nie było t razem z Justinem na pewno byśmy sie nie nudzili ;) Justin jak zwykle otwiera mi drzwi i wchodzimy do domu. W salonie nie ma mojej siostry wiec idziemy na górę.
Otwieram drzwi do pokoju Maya i w nich stoję  a Justin obok mnie tak ze go nie widać.
Maya patrzy na wiadomości
"Młody artysta Justin Bieber dzisiaj zaskoczył świat przedstawiając fanom swoją nową dziewczynę..."
- Maya chciałabym ci kogoś przedstawić - zaczynam niepewnie.
- Co tu sie dzieje dlaczego pokazują ciebie w telewizji? - pyta May nawet nie odwracając wzroku od telewizora.
- Maya to jest Justin - mówię z uśmiechem na twarzy. Justin pokazuje się i także z uśmiechem wita sie z nią. Maya jest w szoku. Ona nie wie co powiedzieć nigdy jej takiej nie widziałam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to za nami rozdział 6 <3 chciałam wam wynagrodzić taką przerwę. Rozdział jest troszkę szalony, pomieszany i troszkę tam było chaosu no ale mi się podoba. A co wy o nim sądzicie ?  Następny będzie mniej więcej za tydzień <3

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 5

- Ta-ak, ale nie rozumiem co ty? Przecież twój koncert, ty? Ugh.... - Sama nie wiem co mówię, mówię bez sensu, jestem tak zdziwiona, że ledwo co umiem z siebie coś wydusić
- Kayla chodź przejdziemy się i spokojnie porozmawiamy- mówi Maxi ... tzn Justin. Widać że mimo zdenerwowania próbuje zachować spokój. Idziemy wzdłuż brzegu
- Justin powiedz mi po co to wszystko? Dlaczego zrejestrowałeś się na tym portalu? Po co to robiłeś? I dlaczego akurat ja? - Zażucam go pytaniami jak jakaś idiotka,ale to dlatego że mam w głowie mentlik, nie wiem o co tu chodzi.
- Posłuchaj malutka, nie wiem od czego zacząć. Zarejestrowałem się bo potrzebowałem rozmowy, normalnej, zwyczajnej rozmowy, nie rozmowy o modelkach i aktorkach, nie rozmowy o samochodach i nie rozmowy o mnie. Mam dosyć tego wszyscy w około intersują się mną i tym co robię. Wszyscy czekają tylko na moment kiedy się potknę aby zrobić zdjęcie i skrytykować we wszystkich możliwych brukowcach. To mnie wykańcza. Kocham muzykę i kocham robić to co robię, cały swoim sercem kocham beliebers, ale sława mnie niszczy. Potrzebowałem rozmowy o tym jaka jest pogoda, o tym, że w kinach jest nowy film poprostu o niczym, i właśnie z tobą mogłem o tym porozmawiać, Ale w pewnym momencie uzależniłem się ale nie od tych rozmów uzależniłem się od ciebie. Kayla ciężko mi to powiedzieć i może uasz mnie za wariata ale ja się w tobie zakochałem. Ujęło mnie to, że lubisz mnie a nie moją kasę i sławę. Malutka ja cię kocham- nie wierzę w to co słyszę on mi wyznaje miłość tu na plaży w Rio, to mega romantyczne, on jest na prawdę uroczy.
- Justin ... Ja też jestem w tobie zakochana... przepraszam nie w tobie tylko w Maxim- mówię i lekko się uśmiecham.
Siadam a piasku z tego nadmiaru emocji, a Juss siada obok mnie.
- Maya oszaleje jak się dowie- mówię - mówię cicho opierając ręką czoło
- Maya? Ahhh tak mówiłaś mi o niej dużo :) Podobno moja najwierniejsza fanka - mówi Justin uśmiechając się do mnie
- Taaaa. Justin chodźmy do hotelu bo chce się położyć- mówię z uśmiechem ale lekko zmęczona.  Ciekawe co robi Maya pewnie imprezuje z kolżankami.
- Dobrze- mówi Jus i pomaga mi wstać po czym chwyta mnie za rękę i uśmiecha się. Idziemy do hotelu.
Czy my jesteśmy parą? Wyznałam mu miłość a on mi no i chwycił mnie za rękę wiec chyba tak. Matko boska mój chłopak to Justin Bieber.
 Jesteśmy po holetem. Wchodzimy a w biletu prawie ciemno no ale co się dziwić skoro jest godzina 01:20 na recepcji siedzi kobieta i czyta książkę. Gdzieniegdzie świecą się pojedyńcze lampki i świeczki. Bardzo tu romantycznie.
Kobieta odrywa wzrok od książki i przenosi go na nas.
- Pan Bieber? Ale co pan tu robi o tej godzinie ? - mówi zdziwiona po czym podnosi słuchawkę i wycykuje numer. Coś szepcze.
Zanim doszliśmy do windy obskoczyło nas mnóstwo ludzi. Menager Jussa, ochroniarze no i jego mama.
- Justin ! Chłopie czy ty wiesz która jest godzina? Koncert skończył się o 21:00 a ty gdzieś znikasz i to bez ochroniarzy. Przecież wiesz co ci grozi nie jesteś zwykłym czlokiekiem!- Krzeczy Pan Braun
Puszczam rękę Justina i wchodzę do windy. W cały hotelu słychać ich kłótnie o tym że Justin ma dosyć sławy i tego życia. Biedaczek. Wchodzę do naszego apartamentu i zaczyna się.... Pretensje gdzie ja się włóczę po nocach i bla bla bla wcale nie słucham Maya. Mam ją gdzie teraz najważniejszy jest Justin.
Idę wziąć prysznic. Gdy zamierzam wejść do łazienki dzwoni mi telefon wiem że to Justin bo kto by inny dzwonił w środku nocy.
-Słucham - odbieram telefon z uśmiechem na twarzy.
-Mała wpadnij do mnie, pokój 206- mowi wesołym głosem Juss
- Okey tylko się ogarne- odpowiadam i rzucam telefon na łóżko. Chwytam ciuchy i wbiegam do łazienki. Biorę szybki prysznic i ubieram się. Po 15 minutach jestem gotowa i wychodzę tłumacząc Maya że idę do koleżanki poznanej na plaży.
Stoję przed drzwiami pokoju 206. Lekko pukam. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za taką przerwę ale już wróciłam do świata i będę dodawać regularnie <3 jak wam się podoba rozdział? Mi bardzo

piątek, 30 maja 2014

Rozdział 4

Otwieram oczy po czym zaraz je przymrużam ponieważ słońce straszliwie razi, ale to nie to mnie obudziło. Obudziła mnie muzyka, która dobiegała zza okna. Teraz mam dylemat bo z jednej strony najchętniej to bym przeleżała cały dzień w łóżku, natomiast z drugiej ciekawi mnie ta muzyka. Z ciekawości spoglądam na telefon żeby sprawdzić godzinę, a tam widzę sms'a od Maxi'ego

''Hej malutka ciężki dzień dziś miałem wszyscy mnie przeganiają, coś ode mnie chcą i w ogóle zero prywatności. Jestem w hotelu w Rio. hotel cudowny nazywa się 'paradise' no ale nie o tym miałem pisać. hahahah nie uwierzysz co  się stało. Tak o tobie myślałem, że potrąciłem jakąś dziewczynę. hahahah. jak wrócę z Brazylii to możemy się spotkać.''
 Co?! Nie wierze. W tym momencie przeżyłam szok. Nie dochodzi do mnie to co się dzieje nie wiem jak to opisać. Czyli to on. To był Maxi. Chłopak na którego wpadłam to był on. Muszę się z nim spotkać. Najlepiej tu w Rio.Tylko ciekawe kiedy skoro dziś idę do centrum z Maya, później koncert Biebera, a przez resztę tygodnia Maya pewnie będzie ciągać mnie po sklepach lub jakiś innych miejscach.
Dzwonie do Maxiego.
-Hej- mówię trochę niepewnie
-Hej mała. Co tam ?- mówi chyba troszeczkę pod ekscytowany.
Rozmawialiśmy przez jakiś czas. Doszliśmy do wniosku, że spotkamy się dzisiaj ok 21. mam ochotę krzyczeć i skakać.
-Kayla za 10 minut wychodzimy- woła Maya z łazienki. O kur..de przez to wszystko zapomniałam że mam się przy szykować. Szybko się ubieram maluję i czeszę. Postanawiam się ubrać w to , do tego włosy spinam w wysoki kucyk. To dosyć nie codzienny strój no ale cóż jak szaleć to na całego.

Chodzimy z Maya po 4 godzin po centrum. Nogi mi odpadają. Za godzine jest koncert więc postanawiamy isć do baru po jakies drinki, odpocząć i troche wyluzować przed koncertem. Po Maya widzę,że mega jara się tym koncertem, ja też ale spotkaniem z maxim. Ciekawe jaki on jest.

Już 19 idziemy na koncert. Wchodzimy na arene, a tam miliony piszczących dziewczyn. Ogromna scena, cudowne oświetlenie. czuję się nieziemsko, a co dopiero te beliebers mają powiedzieć. Umówiłam się na plaży z maxim o 21 czyli po koncercie, a Maya powiedziałam że wrócę do domu w nocy. Trochę ryzykowne, no ale cóż raz się żyje.
Koncert trwa w najlepsze. Nie sądziłam, że Justin ma tak nieziemski głos no i na żywo jest dużo ładniejszy.
21:10. koncert się kończy, Justin schodzi ze sceny, Maya gdzieś zniknęła z dziewczynami, które poznała, a ja idę na plażę, która jest zaraz niedaleko areny. schodzę ze schodów, które prowadzą od drogi na plażę.
dostaje sms'a od Maxiego
''Idź w lewo, aż dojdziesz do ogromnych klifów, przy pierwszym kamieniu spotkasz swojego księcia''
uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam.
Widzę klify i skały. ktoś tam stoi odwrócony tyłem. Podchodzę
- Maxi?- pytam zestresowana, chłopak się odwraca, a ja stoję bez ruchu wpatrzona w niego. To nie jest Maxi To znaczy przynajmniej Maxi to nie jego imię. Wiem kto to jest, ale nie rozumiem po co on podszywał się pod Maxiego. Teraz wiem dlaczego chciał spotkać się w miejscu gdzie nikt nas nie zobaczy.
Nie wierzę w toco właśnie się dzieje. Z wielką trudnością wykrztusiłam z siebie
- Justin?
- Dziewczyna, którą potrąciłem w hotelu?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
UGH co sądzicie o tym, że Maxi to tak na prawdę Justin? Podoba wam się rozdział?Według mnie taki sobie. następny za tydzień :) proszę o komentarze

czwartek, 29 maja 2014

Przepraszam

Przepraszam za tak długą przerwę ale nie miałam dostępu do Internetu. Dziś dodam kolejny rozdział :) mam nadzieje że wam się spodoba. PS. Dziękuję za tyle wyświetleń ;)