sobota, 13 września 2014

Rozdział 9

Justin wszedł do auta po czym wyciągnął ze szchowka papierosy i zapalił jednego co mnie zdziwiło, bo nie wiedziałam że Justin pali. Widocznie był zdenerwowany całą tą sytuacją. Bardzo ciekawi mnie o czym rozmawiali, a raczej kłócili się. Z tego co zrozumilam Selena czymś szantażuje Justina. Hmmm może Juss kiedyś mi powie. Kto wie?
- Mała nie przejmuj się tą sytuacją- powiedział Justin wypuszczając dym. Taa jak ja miałam sie nie denerwować skoro widziałam ze to coś poważnego.
  Juss wysiadł z auta i otworzył drzwi z mojej strony. 

Miesiąc później...


Siedzieliśmy w salonie grając w gry na Xbox'ie, gdy nagle energicznie rozbrzmiały telefon Justina. Wstałam i podbieglam to telefonu z uśmiechem.
- Halo?
- Dzień doby. Na wstępie pragnę przeprosić państwa za takie długie oczekiwanie na wyniki badań DNA, ale mielismy mały problem. Bardzo prosze o to aby panstwo szybko przyjechali do kliniki.
-Dobrze Panie doktorze. Dziekuje za telefon.
Zjawimy sie jak najszybciej. Do zobaczenia- odłożyłam słuchawke.
Czekaliśmy na wyniki całe wieku i nadal ich nie było. Bałam się że jeżeli czekamy aż tak długo to oznacza że wyniki są złe. W głębi duszy miałam nadzieje że się mylę.
-Justin jedziemy do kliniki - powiedziałam zdenerwowana. Juss był gotowy w 2 minuty. Ja nawet się nie szykowałam wybieglam z domu w dresach i za dużej czarnej bluzce. Nawet się nie poczesałam. Weszłam do auta ale dzisiaj akurat miałam ochotę prowadzić.
- Mała nie pomyliły ci się strony? - pyta z lekkim zdziwieniem.
- Nie skarbie dziś ja prowadzę.
-Może przesiądźm się do Audi- powiedział zaniepokojony Justin
- Boisz się że rozbije ci Lamborghini? -Powiedziałam z uśmiechem. Po czym dodałam
- Nie ma mowy kochanie jadę tym.
Jechałam spokojnie ponieważ jechaliśmy przez miasto a była godzina 18, czyli było ciemno jak to w listopadzie. Wiadomo że nie ma u nas 30 cm śniegu bo to Chicago a nie Syberia ale czasami chciała bym taką zimę jak z bajki. No ale nie o tym. Uwielbiam jeździć lub chodzić wieczorem po mieście, wtedy to wszystko budzi sie do życia. Jechaliśmy 40 minut.
Wchodzimy do gabinetu i nasz dobry humor prysł jak Banka mydlana.
- Witam doktorze- powiedział Justin
- Witam Panie Bieber rozmawiałem z pandką dziewczyną, ale powiedziałem wszystkiego przez telefon ponieważ nie mogę podawać informacji na temat badan przez telefon.
- Dobrze doktorze, ale do sedna - weszłam mu w słowo.
- wyniki nie są dobre.- powiedział
- jesteśmy spokrewnieni? - zapytał Justin.
- ..... Nie. Nie jesteście - Powiedział doktor po chwili milczenia
- No wiec w czym problem- powiedziej zdezorientowany i lekko wkurzony Justin
- Problem w tym panie Bieber, że pańska dziewczyna jest poważnie chora. Ma raka macicy. To choroba na która można umrzeć, a w najlepszym wypadku nie  najlepszym Wdzie mogła mieć dzieci. - Mówił lekarz a mi w tym momencie zrobiło się słabo. Usiadłam i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Lekarz wszystko nam wyjaśnił, że jeżeli podejmiemy leczenie to choroba nie będzie śmiertelna. Co nie zmienia faktu że nie będę mogła miec dzieci. Resztę wieczoru przeleżałam w łóżku płacząc. Justin leżał obok i mnie przytulał i pocieszał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy kolejny rozdział mam nadzieje ze wam się podoba mam parę pomysłów na przyszłość związana z blogiem ale muszę to poskładać w całość. Pozdrawiam <3 :*

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 8

- Kayla myyy musimy to sprawdzić- powiedział Justin. Czułam w jego głosie strach, czułam że on sie boi prawdy, ja też się bałam. Nie chciała tego wiedzieć. Co jeśli okazało by się że jesteśmy rodziną? nie  mogli byśmy być razem. Moje życie dopiero wtedy nabrało sensu, przy nim. Mimo że nie znaliśmy się długo czułam że Justin to ten jedyny. To wszystko miało by się od tak skończyć?Bałam się.
- Justin to wszystko jest trudne. Co jeśli jesteśmy spokrewnieni? - zapytałam ze łzami w oczach. bałam się odpowiedzi.
- Mała musimy być dobrej myśli. A nawet jeżeli jesteśmy spokrewnieni to ja cię nie zostawię. Nie umiałbym o tobie zapomnieć. Zostaniemy przyjaciółmi. Będę cię traktował jak siostrzyczkę- mówił Justin , a moje łzy spływały po policzkach.
- Dobrze Justin pojedźmy do kilniki. Zrobimy test DNA . - powiedziałam lekko przerażona.
- Chodź myszko- powiedział Justin wstają i chwytając mnie za rękę.
Gdy zbliżaliśmy się do drzwi wyjściowych zobaczyliśmy pod bramą 4 vany wypełnione po brzegi fotoreporterami.
- Justin..?- powiedziałam lekko zaniepokojona.
- Haha  nie martw się  mała idź spokojnie uśmiechaj się i odpowiadaj na pytania- powiedział Justin uśmiechając się.
-Serio? - zapytałam
- Żartowałem. Idź najszybciej jak potrafisz prosto w stronę auta zaraz za mną. Idziemy- Powiedział otwierając drzwi i zmierzając szybko w stronę swojego auta. Szłam zaraz za nim.
Siedzieliśmy w klinice i czekamy w poczekalni. Tak Justin Bieber musi czekać w poczekalni.
Czekaliśmy tam wieki. Było mi duszno i kręciło mi się w głowie, zrobiło mi się ciemno przed oczami. Musiałam usiąść.

Weszliśmy do gabinetu.
- Dzień dobry. Moja dziewczyna zasłabła w korytarzu. Mógłby pan sprawdzić o co chodzi?- Mówił Justin.
- Nie panie doktorze  przyszliśmy tu w innej ważnej sprawie, chcielibyśmy zrobić testy DNA, bo podejrzewamy że miedzy nami jest jakieś pokrewieństwo- Mówiłam powoli i spokojnie bo dalej było mi słabo.
- Nie panno Jordan mdłości nie można bagatelizować. Często zdarza się pani maleć? - Doktor zadawał mi dużo innych pytań. Faktycznie ostatnio zdarzało mi się mdleć ale myślałam ze to przez to że wymiotuję i mój organizm jest słaby.
Po krótkiej rozmowie z lekarzem przeszliśmy do konkretów. Najpierw Justin wszedł do osobnego pomieszczenia żeby pobrać krew, później ja. Po wszystkim lekarz powiedział żebym brała leki na wzmocnienie organizu i wyszliśmy z kliniki. Pojechaliśmy do Justina. Wysiadając z auta spotkaliśmy kogoś  kogo Justin napewno nie chciał spotkać. Wszystkiego bym się spodziewała ale nie jej. Przed posesją stał nie kto inny tylko Selena Gomez.
- Czego ty tu szukasz?- Powiedział Juss i momentalnie uśmiech znikł mu z twarzy.
Był na nią zły, ale nie wiem dlaczego przecież oni się przyjaźnią.
- Musimy porozmawiać- powiedziała patrząc na mnie wrednym spojrzeniem. Coś mi się wydawało że chyba się nie polubimy.
Widząc że Justin jest zdenerwowany powiedziałam wróciłam do auta pod wymówką że zostawiłam tam telefon. Siedząc w aucie nie słyszałam zbyt wiele.
Justin już zmierzał w stronę auta gdy Selena  krzyknęła
- Pamiętaj o naszej umowie! Kretynie!!!
- W dupie mam twoją umowę! Pamiętaj że jak to powiesz to nie tylko zniszczysz mnie ale też siebie.
- Wal się!- zawołała odchodząc
Nie miałam pojęcia o czym mówili ale brzmiało trochę strasznie
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jest kolejny rozdział :) Mam nadzieje że wam się podoba :) przepraszam za przepraszam błędy ale pisze na telefonie.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 7

C-co?- to jedyne co potrafiła wydusić z siebie Maya.
- Chodź do salonu wszystko ci wytłumaczymy- powiedziałam chwytając Justina za rękę i kierując się schodami w dół.
Siedzieliśmy w salonie rozmawiając i pijąc drinki. Maya była w zupełnym szoku, ale później w miarę zaczęła się przyzwyczajać do Justina.
- Justin! Chcesz zobaczyć zdjęcia z dzieciństwa Kayla?- powiedziała z entuzjazmem Maya.
- Niee! Maya! Nie zrobisz mi tego! - krzyknęłam wyrzucając ręce w górę. Na co Juss zaczął się śmiać
 - Jasne, że chce- dodał z uśmiechem na twarzy, a Maya ruszyła w stronę długiej szawki pod telewizorem, wyjęła białe pudło i szła z nim do nas  na kanapę.
Usiadła i zaczęła wyjmować pokolei zdjęcia i opowiadała o każdym z nich ciekawą historię.
- To było w Indiach, to w Australi, to w Paryżu- opowiadała Maya, a Justin słuchał ją z zapałem. W pewnym momencie Juss wyciągnął roztargane zdjęcia na którym byłam ja na plaży. Niestety nie było nic więcej bo to była połowa zdjęcia. Justin spoważniał. Nie wiedziałam co się mu stało. Miał kamienną twarz.
- A to zdjęcie było zrobione ? - zapytał spokojny. Odwrociłam zdjęcie, ale na nim była tylko data. 19.08.1997r.
- Jest tylko data. Może miejsce będzie na drugiej połowie zdjęcia. -Powiedziałam przeglądając resztę zdjęć.
Justin resztę wieczoru był jaki jakiś nieobecny. Patrzył w przestrzeń. Nie wiedziałam o co chodzi bo przecież to nie podobne do Jussa on jest przecież zawsze taki energiczny i nadpobudliwy, a wtedy jakiś inny.
- No to już koniec oglądania, chyba że pójdę do garażu bo tam jest jeszcze jakieś pudło z pamiątkami- powiedziała Maya zamykając pudełko, które przyniosła.
- Nie Maya nie trzeba ja jestem zmęczona wiec idziemy się położyć- Przerwałam jej.
- Justin zostaje u nas? - Zapytała Maya z uśmiechem na twarzy.
- Mhmm- odmruczałam pod nosem, wstając i kierując się w stronę schodów. Justin szedł zaraz za mną.
Poszliśmy na górę, wzięliśmy prysznic i siedzieliśmy na łóżku wygłupiając się.
- Justin stało się coś? - Zapytałam bo nie dawało mi to spokoju dlaczego tak się zachowywał.
- Nie skarbie nic się nie stało - Odpowiedział Juss sztucznie się uśmiechając.
- Kochanie widzę że coś jest nie tak- mówiłam zmartwiona.
- Myszko chodźmy spać bo jutro musimy coś załatwić - powiedział Juss. Wiedziałam ze coś jest nie tak ale dlaczego nie chciał mi powiedzieć o co chodzi.
Leżałam i myślałam co on kombinuje, a Justin leżał za mną przytulając mnie.

Otworzyłam oczy mając nadzieję ze jeszcze noc. Przede mną ukazał się Juss . Siedział i klikał coś  na iphonie .
-Oooo moja niunia się obudziła. Myślałem już że nie wstaniesz- Powiedział Justin uśmiechając się i całując mnie w nosek. On jest taki uroczy.
- Która godzina kochanie? - zapytałam przeciągając się. Miałam nadzieję, że Justin powie że 9:00
- 11:30 - powiedział śmiejąc się ze mnie . Po czym dodał
- Ubieraj się bo za 30 minut musimy wyjechać .
Cooo przecież nigdy nie wyszukuje się w 30 minut. Szybko zerwalam się z łóżka i pobiegłam do łazienki przez garderobę. Chwycilam jeansy i luźną białą bluzkę .
Po 20 minutach wyszłam gotowa. Zrobiłam lekki makijaż i poczesalam włosy. Gdy wyszłam Justin był już ubrany więc chwycilam tylko czarne botki na koturnie z ćwiekami i skórzaną kurteczke. Zeszliśmy na dół. Maya pojechała do Nicki więc w domu nikogo nie było. Chwycilam torebkę z kanapy i klucze z domu. Justin wziął  kluczyki z samochodu z kuchni i wyszedł. Zamknęłam drzwi i poszłam do auta otwierając  bramę na pilocie. Justin oczywiście ruszył jak nienormalny i wyjechał z posesji zostawiając po sobie kurz. 
W drodze nie rozmawialiśmy bo muzyka grała tak głośno że nawet myśleć się nie dało, pozatym Justin prawie wgl nie odrywały wzroku z telefonu. Ciekawe z kim on tak piszę. Po 40 minutach byliśmy w Atlancie pod domem Justina. Z daleka było widać że to dom gwiazdy. Myślałam że to my mamy wille ale to co zobaczyłam wychodząc z auta tego nie da się opisać. Mury jak na zamku brama taka, że nikt nie da razy przez nią przejść, wszędzie alarmy, pod domem stoi 9 samochodów, a dom przypomina pałac, tu zmieścił by się cały Bieber Team i zapewne mogli by się gonić. Odwróciłam głowę w prawo i zobaczyłam ogromny basen, później w lewo a tam stały dwa ogromne ślniące tourbusy. Oglądałam wszystko ze zdziwieniem wiec oczywiście potknęłam się a Justin mnie złapał po czym wziął na ręce
- Chodź tu moja niezdaro. - Powiedział Juss śmiejąc się ze mnie
- Puść!!! Justiin puść mnieJustin!!!- darłam się jak opętana
- Justin co pomyśli twoja mama gdy nas zobaczy- zapytałam ze łzami ze śmiechu w oczach
- Hahha a co pomyśli jak cię usłyszy- zapytał Juss. Wiec się poddałam i dałam się nieść.
- Przeniosę cię jak pan młody swoją świerzutką żonę - Powiedział śmiejąc się.
Drzwi otworzyła nam jego mama odsuwając się i śmiejąc z nas.
- Justin możesz mnie postawić - powiedziałam a Justin zrobił to o co poprosiłam.
- Dzień dobry - powiedziałam mamie Justina podając jej rękę. Po chwili zza rogu wyszedł tata Jussa i Jazmyn i Jaxon.
Zjedliśmy obiad po czym Justin wstał od stołu podziękował i trzymając mnie za rękę kierował się schodami do góry.
- Dużo tu ludzi- powiedziałam wchodząc do pokoju Justina.
- Tak ... Wiesz to duży dom samemu było by tu smutno a tak jest mama, tata, rodzeństwo i dziadkowie. Mnie i tak tu nie ma zbyt często bo jestem w trasie. Teraz mam miesiąc przerwy wiec korzystam.- mówił Justin szperajac w szufladach.
- Kochanie czego szukasz? - zapytałam zaciekawiona
- Mam- krzyknął triumfalnie Justin machając mi przed oczami jakimś zdjęciem.
- Popatrz- powiedział dając mi drugą połowę zdjęcia, które mam ja.
- Justin skąd to masz? - nie umiem opisać tegoo się we mnie dzieje.
Na odwrocie zdjęcia był napis "Canada, Ontario, Stratford...
- Justin ja mieszkałam kiedyś w Stratford - powiedziałam ze zlami w oczach.
- Myślisz zmizemy być spokrewnieni?- powiedział Juss przytulając mnie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następny rozdział juz niedługo. Przepraszam za taką przerwe. Podoba wam się?

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 6

Drzwi otwiera mi Justin, który wygląda nieziemsko. Stoi w samych spodniach chwaląc się swoją cudownie wyrzeźbioną klatą. Jego tatuaże wywołują u mnie dreszcze, nie wiedziałam, że ma ich tak dużo i te jego potargane włosy.... ohhhh i stoimy tak w drzwiach patrząc na siebie. Justin oblizuję seksownie usta.
- Proszę wejdź- mówi lekko zachrypniętym głosem. Wchodzę. Apartament wygląda bardzo podobnie do naszego tylko w jego pokoju jest czystko, a w naszym nie.
siadam na dużej, białej, skórzanej kanapie, a Justin idzie w stronę kuchni.
- Napijesz się czegoś po ciężkim dniu? - Pyta Juss spoglądając na mnie z lekkim uśmieszkiem.
- Tak poproszę. Może być subtelny drink- odpowiadam uśmiechając się do niego. Nie to nadal do mnie nie dochodzi. Nie wierzę w to co się dzieje w okół mnie, siedzę w pokoju Justina Biebera, który robi mi drinka, a w dodatku jest we mnie zakochany. Poprostu sen.

Otwieram oczy ....., leżę w łóżku, ale to nie jest moje łóżko. O cho ty chodzi? Dźwigam sie lekko i widzę, że drzwi z sypialni są otworzone a w salonie ktoś leży. Słyszę dźwięki jakiejś durnowatej gry. Wstaję z łóżka. Mam na sobie tylko majtki i jakąś za dużą koszulkę. To chyba T-shirt Justina.... Chwila co? Bożeee co ja robiłam nic nie pamiętam i dlaczego moje ubrania są na ziemi a ja jestem TYLKO  w koszulce Biebsa. Wychodzę z sypialni. Na kanapie leży Justin w samych bokserkach i w coś gra.
- Oooo moja księżniczka się obudziła- mówi Juss i podchodzi do mnie i daje mi buziaka w czoło.
-Taa hej - uśmiecham sie do niego i kontynuuję
- Justin co tu się działo? Dlaczego ja jestem prawie naga?-pytam go siadając na kanapie.
- Całą noc rozmawialiśmy aż wkońcu stwierdziłas, że jesteś zmęczona a jedyne gdzie potrafiłaś dojść to moja sypialnia. - mówi śmiejąc się na cały głos
- Justin czy my to ... - Nie dał mi dokończyć i zaraz wtrącił
- Nie, nie martw sie byliśmy grzeczni- mówi z uśmiechem. Ufff co za ulga.........

**** California, tydzień później***

Resztę tygodnia spędziłam z Jussem, spotykamy się, ale nikt nic o nas nie wie. To nawet dobrze,bo gdyby fani się dowiedzieli to wole nie myśleć co by się działo...

Siedzę w pokoju i patrze na tv gdy naglę słyszę telefon. To Juss. Odbieram
- Hej myszko wpadnę po ciebie o 19 spoko?
- Hej, ok ale czy o 19:30 nie zaczyna się twój koncert?
- No niby tak ale ... mam dla ciebie niespodziankę. O 19 pod twoim domem aniołku. Kocham cię paaaa- Justin się rozłączył. Co on kombinuję? Po jego głosie słyszałam, że jest podekscytowany. Ciekawe co on wymyślił. Idę sie szykować bo mam godzinę czasu.
Nie stroję się za bardzo bo nie wiem gdzie idziemy. ubieram jeansy, białą koszulkę, czarne szpilki i skórzaną kurtkę. Robię delikatny makijaż a włosy zostawiam lekko porkęcone i rozpuszczone.
Zostało mi 15 minut, więc schodzę na dół.
- Kayla gdzie ty idziesz? - pyta Maya.
- Lecę z Lexi na miasto - odpowiadam usmiechnięta. Sięgam po butelkę wody, która stoi w kuchni.
- Ejjjj Kayla czekaj czekaj- mówi Maya patrząc na moje ręce.
- Od kiedy nosisz fioletową wstążkę? - pyta ze zdziwieniem. Ufff jak dobrze, że chodziło o to
- Jestem beliebier- odpowiadam jej uśmiechnięta od ucha do ucha. Słyszę, że Justin podjechał pod dom. wybiegam jak najszybciej, zeby Maya nie zobaczyła jego auta. Zamykając drzwi krzyczę
- Paaaa wrócę... nie wiem kiedy...
Wchodzę do auta i zamykam drzwi a Justin wita mnie namiętnym pocałunkiem po czym odjeżdża.
- Więęęc gdzie jedziemy? - pytam zaciekawiona
- Niespodzianka to niespodzianka- odpowiada Justin, na co oboje się uśmiechamy.Justin tak pędzi, że po 10 minutach dojeżdżamy pod arenę na której Juss powinien dawać koncert. Jesteśmy pod tylnim wejściem gdzie stoi pełno ochroniarzy. Justin otwiera mi drzwi i pomaga wysiąść. Trzymamy sie za ręce i wchodzimy na arenę. Idziemy jakimis korytarzami bardzo szybko. matko boska tyle zakrętów jak w jakimś labiryncie. Wbiegamy do jakiegoś kolejnego korytarzu, w którego końcu stoi cała ekipa Justina. Podbiegamy do nich. Do okoła Justina jest pełno osób. Makijażystka purduje mu policzki, fryzjer poprawia włosy, kolesie podłączają mu te wszystkie kabelki... Ogólny szum, jeszcze słychać pisk dziewczyn na widowni. Scooter odlicza10...9...8...7...6....5...4... Justin wchodzi do windy ....3...2....1.... no i słychać co tam się dzieje. Te dziewczyny szaleją a Justin wita się z nimi po czym zaczyna śpiewać All around the world...
- Kayla chodź za mną - mówi do mnie Scooter, więc za nim idę. Scoot prowadzi mnie korytarzami i schodami aż wkońcu dochodzimy do miejsca gdzie stoi Pattie
- Cześć Kayla- Mówi uśmiechnieta mama Justina podając mi rękę.
- Dzień dobry- odpowiadam po czym dodaję
- co tu się właściwie dzieje ?
- Zaraz zobaczysz- odpowiada Pattie pokazując mi głową zasłone obok niej.
- Mogę? - pytam nieśmiało kobietę na co ona kiwa głową, że tak. Odsłaniam kawałek materiału i widzę że jestem za sceną tzn widzę Justina, który śpiewa .... Wow byłam pod sceną teraz za nią.. To wszystko jest zwariowane. Słyszę jak zaczyna się piosenka OLLG, a Justin mówi ''Dzisiejsza Ollg jest dla mnie wyjątkowo ważna. Ponieważ ta dziewczyna namieszała mi w głowie, oczarowała mnie, sprawiła, że znów sie uśmiecham. Kocham ją... poznajcie ją... oto Kayla''
Co nie wierzę, że on to zrobił .... Piosenka leci coraz głośniej a ekipa biega po scenie dają Justinowi kwiaty i wianek.... Justin śpiewa, dziewczyny piszczą, płaczą, krzyczą ... podbiega ktoś do mnie i mnie ciągnie na scene.... Justin podaje mi rękę i prowadzi na tron, daje mi bukiet kwiatów i zakłada wianek. Mam łzy w oczach. Justin śpiewa tylko dla mnie nawet nie patrzy na publiczność ...
''Oh no
I saw so many pretty faces
Before I saw you, you
Now all I see is you
Oh no'''
Nie potrafię opanować łez patrzę w jego oczy i płaczę... to łzy szczęścia. Justin chwyta moją rękę i prowadzi na środek sceny, chwyta mnie w talii a ja daję ręce na jego szyję i powoli tańczymy. Świat się dla mnie zatrzymał. Jestem ja i Justin. Nie ma tych milionów dziewczyn ani setek ludzi z ekipy tylko MY. W pewnym momencie muzyka się kończy a Justin mnie zaczyna całować ...... ten pisk dziewczyn był nie do opisania. Podbiega do mnie Vicky dziewczyna z ekipy chwyta za rękę i ciągnie na backstage. Justin podaje mi kwiaty, które odłożył gdy tańczyliśmy i mówi do mikrofonu '' Kocham cię księżniczko''

Jestem za sceną i dalej płaczę. Pattie mnie przytula a ja nie potrafię uwierzyć w to co się stało. Chwilę później koncert sie kończy a Justin przybiega do mnie i mnie mocno przytula.
Siedzimy w jego aucie i jedziemy do mnie do domu. Tak stwierdziłam, że powiemy wszystko Maya. Jedziemy całą drogę rozmawiając i się śmiejąc. Po chwili jesteśmy pod domem. Maya jest w domu bo widać świecące się światła i auto na podjeździe. Nawet gdyby jej nie było t razem z Justinem na pewno byśmy sie nie nudzili ;) Justin jak zwykle otwiera mi drzwi i wchodzimy do domu. W salonie nie ma mojej siostry wiec idziemy na górę.
Otwieram drzwi do pokoju Maya i w nich stoję  a Justin obok mnie tak ze go nie widać.
Maya patrzy na wiadomości
"Młody artysta Justin Bieber dzisiaj zaskoczył świat przedstawiając fanom swoją nową dziewczynę..."
- Maya chciałabym ci kogoś przedstawić - zaczynam niepewnie.
- Co tu sie dzieje dlaczego pokazują ciebie w telewizji? - pyta May nawet nie odwracając wzroku od telewizora.
- Maya to jest Justin - mówię z uśmiechem na twarzy. Justin pokazuje się i także z uśmiechem wita sie z nią. Maya jest w szoku. Ona nie wie co powiedzieć nigdy jej takiej nie widziałam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to za nami rozdział 6 <3 chciałam wam wynagrodzić taką przerwę. Rozdział jest troszkę szalony, pomieszany i troszkę tam było chaosu no ale mi się podoba. A co wy o nim sądzicie ?  Następny będzie mniej więcej za tydzień <3

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 5

- Ta-ak, ale nie rozumiem co ty? Przecież twój koncert, ty? Ugh.... - Sama nie wiem co mówię, mówię bez sensu, jestem tak zdziwiona, że ledwo co umiem z siebie coś wydusić
- Kayla chodź przejdziemy się i spokojnie porozmawiamy- mówi Maxi ... tzn Justin. Widać że mimo zdenerwowania próbuje zachować spokój. Idziemy wzdłuż brzegu
- Justin powiedz mi po co to wszystko? Dlaczego zrejestrowałeś się na tym portalu? Po co to robiłeś? I dlaczego akurat ja? - Zażucam go pytaniami jak jakaś idiotka,ale to dlatego że mam w głowie mentlik, nie wiem o co tu chodzi.
- Posłuchaj malutka, nie wiem od czego zacząć. Zarejestrowałem się bo potrzebowałem rozmowy, normalnej, zwyczajnej rozmowy, nie rozmowy o modelkach i aktorkach, nie rozmowy o samochodach i nie rozmowy o mnie. Mam dosyć tego wszyscy w około intersują się mną i tym co robię. Wszyscy czekają tylko na moment kiedy się potknę aby zrobić zdjęcie i skrytykować we wszystkich możliwych brukowcach. To mnie wykańcza. Kocham muzykę i kocham robić to co robię, cały swoim sercem kocham beliebers, ale sława mnie niszczy. Potrzebowałem rozmowy o tym jaka jest pogoda, o tym, że w kinach jest nowy film poprostu o niczym, i właśnie z tobą mogłem o tym porozmawiać, Ale w pewnym momencie uzależniłem się ale nie od tych rozmów uzależniłem się od ciebie. Kayla ciężko mi to powiedzieć i może uasz mnie za wariata ale ja się w tobie zakochałem. Ujęło mnie to, że lubisz mnie a nie moją kasę i sławę. Malutka ja cię kocham- nie wierzę w to co słyszę on mi wyznaje miłość tu na plaży w Rio, to mega romantyczne, on jest na prawdę uroczy.
- Justin ... Ja też jestem w tobie zakochana... przepraszam nie w tobie tylko w Maxim- mówię i lekko się uśmiecham.
Siadam a piasku z tego nadmiaru emocji, a Juss siada obok mnie.
- Maya oszaleje jak się dowie- mówię - mówię cicho opierając ręką czoło
- Maya? Ahhh tak mówiłaś mi o niej dużo :) Podobno moja najwierniejsza fanka - mówi Justin uśmiechając się do mnie
- Taaaa. Justin chodźmy do hotelu bo chce się położyć- mówię z uśmiechem ale lekko zmęczona.  Ciekawe co robi Maya pewnie imprezuje z kolżankami.
- Dobrze- mówi Jus i pomaga mi wstać po czym chwyta mnie za rękę i uśmiecha się. Idziemy do hotelu.
Czy my jesteśmy parą? Wyznałam mu miłość a on mi no i chwycił mnie za rękę wiec chyba tak. Matko boska mój chłopak to Justin Bieber.
 Jesteśmy po holetem. Wchodzimy a w biletu prawie ciemno no ale co się dziwić skoro jest godzina 01:20 na recepcji siedzi kobieta i czyta książkę. Gdzieniegdzie świecą się pojedyńcze lampki i świeczki. Bardzo tu romantycznie.
Kobieta odrywa wzrok od książki i przenosi go na nas.
- Pan Bieber? Ale co pan tu robi o tej godzinie ? - mówi zdziwiona po czym podnosi słuchawkę i wycykuje numer. Coś szepcze.
Zanim doszliśmy do windy obskoczyło nas mnóstwo ludzi. Menager Jussa, ochroniarze no i jego mama.
- Justin ! Chłopie czy ty wiesz która jest godzina? Koncert skończył się o 21:00 a ty gdzieś znikasz i to bez ochroniarzy. Przecież wiesz co ci grozi nie jesteś zwykłym czlokiekiem!- Krzeczy Pan Braun
Puszczam rękę Justina i wchodzę do windy. W cały hotelu słychać ich kłótnie o tym że Justin ma dosyć sławy i tego życia. Biedaczek. Wchodzę do naszego apartamentu i zaczyna się.... Pretensje gdzie ja się włóczę po nocach i bla bla bla wcale nie słucham Maya. Mam ją gdzie teraz najważniejszy jest Justin.
Idę wziąć prysznic. Gdy zamierzam wejść do łazienki dzwoni mi telefon wiem że to Justin bo kto by inny dzwonił w środku nocy.
-Słucham - odbieram telefon z uśmiechem na twarzy.
-Mała wpadnij do mnie, pokój 206- mowi wesołym głosem Juss
- Okey tylko się ogarne- odpowiadam i rzucam telefon na łóżko. Chwytam ciuchy i wbiegam do łazienki. Biorę szybki prysznic i ubieram się. Po 15 minutach jestem gotowa i wychodzę tłumacząc Maya że idę do koleżanki poznanej na plaży.
Stoję przed drzwiami pokoju 206. Lekko pukam. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za taką przerwę ale już wróciłam do świata i będę dodawać regularnie <3 jak wam się podoba rozdział? Mi bardzo

piątek, 30 maja 2014

Rozdział 4

Otwieram oczy po czym zaraz je przymrużam ponieważ słońce straszliwie razi, ale to nie to mnie obudziło. Obudziła mnie muzyka, która dobiegała zza okna. Teraz mam dylemat bo z jednej strony najchętniej to bym przeleżała cały dzień w łóżku, natomiast z drugiej ciekawi mnie ta muzyka. Z ciekawości spoglądam na telefon żeby sprawdzić godzinę, a tam widzę sms'a od Maxi'ego

''Hej malutka ciężki dzień dziś miałem wszyscy mnie przeganiają, coś ode mnie chcą i w ogóle zero prywatności. Jestem w hotelu w Rio. hotel cudowny nazywa się 'paradise' no ale nie o tym miałem pisać. hahahah nie uwierzysz co  się stało. Tak o tobie myślałem, że potrąciłem jakąś dziewczynę. hahahah. jak wrócę z Brazylii to możemy się spotkać.''
 Co?! Nie wierze. W tym momencie przeżyłam szok. Nie dochodzi do mnie to co się dzieje nie wiem jak to opisać. Czyli to on. To był Maxi. Chłopak na którego wpadłam to był on. Muszę się z nim spotkać. Najlepiej tu w Rio.Tylko ciekawe kiedy skoro dziś idę do centrum z Maya, później koncert Biebera, a przez resztę tygodnia Maya pewnie będzie ciągać mnie po sklepach lub jakiś innych miejscach.
Dzwonie do Maxiego.
-Hej- mówię trochę niepewnie
-Hej mała. Co tam ?- mówi chyba troszeczkę pod ekscytowany.
Rozmawialiśmy przez jakiś czas. Doszliśmy do wniosku, że spotkamy się dzisiaj ok 21. mam ochotę krzyczeć i skakać.
-Kayla za 10 minut wychodzimy- woła Maya z łazienki. O kur..de przez to wszystko zapomniałam że mam się przy szykować. Szybko się ubieram maluję i czeszę. Postanawiam się ubrać w to , do tego włosy spinam w wysoki kucyk. To dosyć nie codzienny strój no ale cóż jak szaleć to na całego.

Chodzimy z Maya po 4 godzin po centrum. Nogi mi odpadają. Za godzine jest koncert więc postanawiamy isć do baru po jakies drinki, odpocząć i troche wyluzować przed koncertem. Po Maya widzę,że mega jara się tym koncertem, ja też ale spotkaniem z maxim. Ciekawe jaki on jest.

Już 19 idziemy na koncert. Wchodzimy na arene, a tam miliony piszczących dziewczyn. Ogromna scena, cudowne oświetlenie. czuję się nieziemsko, a co dopiero te beliebers mają powiedzieć. Umówiłam się na plaży z maxim o 21 czyli po koncercie, a Maya powiedziałam że wrócę do domu w nocy. Trochę ryzykowne, no ale cóż raz się żyje.
Koncert trwa w najlepsze. Nie sądziłam, że Justin ma tak nieziemski głos no i na żywo jest dużo ładniejszy.
21:10. koncert się kończy, Justin schodzi ze sceny, Maya gdzieś zniknęła z dziewczynami, które poznała, a ja idę na plażę, która jest zaraz niedaleko areny. schodzę ze schodów, które prowadzą od drogi na plażę.
dostaje sms'a od Maxiego
''Idź w lewo, aż dojdziesz do ogromnych klifów, przy pierwszym kamieniu spotkasz swojego księcia''
uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam.
Widzę klify i skały. ktoś tam stoi odwrócony tyłem. Podchodzę
- Maxi?- pytam zestresowana, chłopak się odwraca, a ja stoję bez ruchu wpatrzona w niego. To nie jest Maxi To znaczy przynajmniej Maxi to nie jego imię. Wiem kto to jest, ale nie rozumiem po co on podszywał się pod Maxiego. Teraz wiem dlaczego chciał spotkać się w miejscu gdzie nikt nas nie zobaczy.
Nie wierzę w toco właśnie się dzieje. Z wielką trudnością wykrztusiłam z siebie
- Justin?
- Dziewczyna, którą potrąciłem w hotelu?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
UGH co sądzicie o tym, że Maxi to tak na prawdę Justin? Podoba wam się rozdział?Według mnie taki sobie. następny za tydzień :) proszę o komentarze

czwartek, 29 maja 2014

Przepraszam

Przepraszam za tak długą przerwę ale nie miałam dostępu do Internetu. Dziś dodam kolejny rozdział :) mam nadzieje że wam się spodoba. PS. Dziękuję za tyle wyświetleń ;)

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 3

Obok schodów stoją 3 walizki, do tego dojdą jeszcze 2 moje, nie mam pojęcia jak one się pomieszczą w taksówce a co dopiero w samolocie. pewnie będziemy płacić megaaa nadbagaż. Idę do kuchni, siadam na blat
- jak się czujesz?- pytam nie pewnie. Nie wiem dlaczego, ale ostatnio bardzo się od siebie oddalamy.
- dobrze... wiesz.. to dla mnie dużo znaczy, że ze mną lecisz. Nawet nie wiesz jak bardzo sie cieszę, że go zobaczę, porozmawiam z nim i powiem mu jak bardzo go kocham... .- Maya rozwija swoją odpowiedź jeszcze bardziej, ale ja jej wcale nie słucham przez przypadek spojrzałam na kawałek pizzy, który leży na talerzu. Mam ochotę się na niego rzucić, ale nie nie mogę. Nie mogę tego dłużej robić. Ja nie dam rady to jest męczące, nie mogę wymiotywać wszystkimi posiłkami. Czuję że to jest złe. Nie będę tego robić! Będzie ciężko, ale dam radę. Kurde no ja zawsze daje radę! Moje myśli przerywa taxi, która podjechała pod dom.
Siedzę w aucie, kierowca i Maya pakują walizki do bagażnika. Jest 4:30, a ja nie spałam jakieś 38 godzin. nie daje rady, jestem zmęczona i pewnie wyglądam jak cień człowieka.
Jedziemy. Jestem zmęczona ale podekscytowana.
- Może pan załączyć radio?- pytam kierowcy, bo czuję, że zasypiam
- Jasne- uśmiecha się, po czym mówi
- Jestem Tony- odwraca się do Maya, która siedzi z tyłu po czym spogląda na mnie i puszcza mi oczko.
Uśmiecham się do niego i patrzę takim seksownym wzrokiem. Lubię onieśmielać chłopaków takim spojrzeniem. Zatrzymujemy się na stacji, wychodzę z auta i wchodzę do budynku. Kupiłam ciemne okulary, kawę dla siebie i dla Maya i 3 puszki energetyków. Jedziemy i wszyscy śpiewamy. Jest super uwielbiam jeździć autem w takiej atmosferze.

Jesteśmy na lotnisku. Siedzą na ziemi, bo wszystkie siedzenia są zajęte. Ludzie patrzą na mnie ciekawe dlaczego, ale mi to nie przeszkadza. Maya chodzi przede mną w tą i z powrotem.  chyba kawa jej zaszkodziła. hahaha. Mimo, że ja jestem w miarę spokojna to stukam paznokciami w telefon, który trzymam. mam nadzieję, że w Rio się trochę zabawię. Poznam ludzi i po imprezuję i ogólnie się wyluzuję.
- Kaya!!! - woła Maya, która idzie do wyjścia. Wow. tak szybko? Myślałam że spędzimy tam połowę dnia. Wchodzimy do samolotu.
- Heh, pierwsza klasa- mówi cichutko Maya. Nie odpowiadam jej, ale się uśmiecham.
Siadam na swoje miejsce. Przypomniało mi się o Maxi'm. Maxi to chłopak z chat'u. Ciekawe co u niego, mam jego numer, ale nie wiem czy napisć. On też ma mój więc jak będzie chciał to napisze, ale nie powiem jest fajny :)
Ugh po 4 godzinach lotu nareszcie jesteśmy w Rio de Janeiro. Wchodzimy do hotelu ''Paradise'' njpiękniejszy hotel jaki widziałam do tej pory, a widziałam ich dośc dużo. Wszystko jest w kolorach czarno, srebrno, białych, wszędzie skóra, a po środku wisi ogromny żyrandol chyba z diamentów. Stoję i się rozglądam. Pewnie wyglądam jak małe dziecko, które zgubiło się mamie w hipermarkecie na dziale z zabawkami. Ludzie mnie omijają, bo stoje na środku korytarza. hahaha trudno, mają problem
- Kaya!! - woła mnie Maya
- Mała nie możesz się tak zamyślać, bo się zgubisz - śmieje się ze mnie.
- bardzo śmieszne- odpowiadam jej.
Widna się otworzyła, a my zaczęłyśmy do niej biec podrodze potrącając jakąś starszą panią.
Jesu ile tu jest ludzi. Stoimy ściśnięci jak zabawki w małej skrzyni. Nie umiem się poczekać tego żeby zobaczyć nasz apartament, no.. i nie umiem tez oddychać, ale to drugie mnie ważne.
10....11....12...13...14.... piętra lecą ludzie wysiadają i wygląda na to że tylko my jedziemy na piętro 18. Pewnie dlatego, że to piętro na którym znajdują się 3 największe apartamenty w tym hotelu, o ile nie w całej Brazyli. 17...  18.... <plik> Winda się otwiera po raz setny, ale tym razem wychodzimy, a winda wraca na dół. Idziemy krętym korytarzem. Podchodzę do drzwi z numerem 97. Nie umiem otworzyć tych drzwi, bo mam w rękach 2 torebki, portwel, napój energetyczny i kartę. Oczywiście na moją siostrzyczkę nie mogę liczyć bo pobiegła szukać apartamentu Justina. ahahhahaha mysli, że akurat nawet jakby był w którymś z pozostałych pokoi to jej otworzy.
- Mya!!! Kurde chodź tu do mnie - drę się :)
- ideeee- wrzeszczy skądś, nie wiem skąd.
-jest!- krzykłam sama do siebie bo udało mi się otworzyć te drzwi. Wchodzę a walizki zostawiam przed drzwiami, niech Maya je weźmie. Pokój cudowny, sa w nim 2 sypialnie, salon i łazienka. Siadam na skórzanej kanapie.
< give ma a sing ... hit me baby one more time> hahahahah skaczemy po łóżku i śpiewamy od jakiejś godziny. jesteśmy nienormalne. Patrzę na zegar i nie wierzę. Co? Już 21? Jak? Dobra nie ważne. Zeskakuję z łóżka i kieruję się do drzwi.
- idę do restauracji hotelowej- mówię, żeby Maya nie martwiła sie gdzie ja poszłam.
Jestem już przy bufecie. Biorę gruszkę i idę do windy patrząc w telefon czy może Maxi nie napisał.
Kayla's pov
 Ide korytarzem i myślę 
dlaczego maxi nie piszę?
jest obrażony, czy może nie ma czasu?
Może czeka aż ja zrobie pierwszy krok.
Bardzo go lubię.....
tak się rozmyśliłam i zapatrzyłam w 
telefon , że popchnęłam jakiegoś chłopaka...........

Maxi's pov
Idę korytarzem i myślę
dlaczego Kayla nie piszę?
jest obrażona, czy może nie ma czasu?
Może czeka, aż ja zrobię pierwszy krok.
Bardzo ją lubię, ale mam wrażenie, że 
ona nie wie najważniejszej rzeczy. Czuje
sie tak jakbym ją okłamywał.
tak się zamyśliłem i zapatrzyłem w telefon
że popchnąłem jakąś dziewczynę........
- Przepraszam - mówię do chłopaka, którego potrąciłam
- Nie to ja przepraszam. Moja wina- powiedział cicho. Był dziwny. Miał kaptur i ciemne okulary i był zapatrzony w telefon, ale nieważne.
Idę po windy, a za moment już jestem w pokoju. Wchodzę do łazienki, biorę prysznic i kładę się spać.
-Nareszcie- pomyślałam odwracając się na bok i gasząc lampkę nocną.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jest 3 rozdział. Troszkę dłuższy. Co o nim myślicie? Mi się nawet podoba. Myślicie, że chłopak, który popchnał Kayle to Maxi, czy może ktoś inny? Komentujcie.

sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 2.

Wchodzę do garderoby, już widzę te dwie śliczne duże czarno-białe walizki w zeberkę w rogu. biorę je na środek, otwieram i zaczynam wrzucać ubrania, buty, torebki, kosmetyczki i wszystkie inne potrzebne rzeczy. Wow szybko się z tym uwinęłam. minęło zaledwie 30 minut. Wychodzę z garderoby i ciągnę za sobą przez cały pokój te dwie ogromne walizki. Odłożyłam je obok drzwi i siedzę bezczynnie na łóżku. Nie no nie mogę tak siedziec bo zwariuję.Co by tu zrobić? Co zrobić? Mam! Posprzątam pokój. Chwila... czy ja gadam sama do siebie? LoL Kayla uspokój się.
ufff na szczęście ogarnęłam ten syf i co najdziwniejsze zajęło mi to tylko godzine. Cały pokój, garderoba i moja łazienka. Kayla jesteś genialna! znowu to robię, znowu gadam sama do siebie. jestem dziwna. No ale cóż. Siedzę na podłodze obok lóżka z laptopem na kolanach. Nic ciekawego tu nie ma. facebook-nic, ask-nic, ig-nic ugh no i co ty robić? Kurcze co za nudy. W końcu decyduję się na anonimowego chat'a.
nieznajomy- hey
ja- hey
nieznajomy- co tam?
ja- dobrze- i cisza.... Przeprowadziłam 3 takie bezsensowne rozmowy, aż wkońcu trafiłam na kogoś normalnego... tzn nie wiem czy do końca normalnego. Już miałam iść na dół, a tu <ding>
Nieznajomy- W okół mnie miliony ludzi, a ja czuję się samotny- nie powiem zainteresowało mnie to. Lubię rozwiązywać takie sprawy. Będę dobrym psychologiem :)
- Samotność jest najbardziej odczuwalna pośród tłumu- odpisuje nieznajomemu.
piszę z nim kilka godzin. To niesamowite, że tak dobrze piszę mi sie z osobą, której prawie w ogóle nie znam. Dobra Kayla bo się uzależnisz i zepsujesz sobie wzrok.
Idę na dół pogadać z Maya. Wchodzę do kuchni i nakładam sobie jedzenie. Niezliczone ilości jedzenia. niewiarygodne ile ja potrafię zjeść... szkoda że to nie zostaje w moim żołądku . Siedzę w jadalni, która jest łączona z salonem gdzie siedzi Maya i ogląda film Biebera po raz 100.
- Mała jesteś spakowana? - mówi nawet nie odrywając wzroku od telewizora. Dobrze, że jeszcze nie zapomni oddychać.
- Mhm- mruczę pod nosem, bo usta mam pełne frytek. Połykam i mówię dalej
- na ile my tam jedziemy?- pytam bez entuzjazmu
- Na tydzień - odpowiada z jednej strony podniecona, z drugiej spokojna. Dziwna jest. Nigdy jej nie ogarnę.
- Ok- odpowiadam dalej jedząc.
Idę na górę. Wchodzę do łazienki, biorę prysznic i jak zwykle klękam przy ubikacji, wkładam palec do buzi, a raczej do gardła. Chyba wszyscy wiemy po co. Po godzinie udręk wkońcu kończę i wychodzę zmęczona. Dla mnie to norma robie to po każdym posiłku. To dlatego 2 miesiące temu schudłam. Ważyłam 87 kg, a teraz 46. Moim zdaniem i tak za dużo.Kładę się do łóżka i zasypiaam niczym małe dziecko.
*pik pik. pik pik. pik pik.*
Jak ja kocham swój budzik (sarkazm :))
Jest sobota. Myślałam,że się wyśpie, ale niestety. Nie pamiętam kiedy ostatni raz wstawałam o 3:20. Na zewnątrz jest ciemno, widać tylko księżyc i gwiazdy. W pokoju panuje mrok.Słyszę, że Maya już wstała, bo coś trzaska na dole. Szczerze mówiąc nie wierzę. Maya wstała bez żadnego problemu? Dziwne. Pewnie dlatego, że jest tak podjarana koncertem Biebera, który i tak jest jutro, no ale co zrobić. Te belieberki już tak mają. Wychodzę z łóżka i  idę do łazienki. Myję zęby, maluję się i czeszę. Do mojej garderoby są dwa wejścia. Jedno z pokoju, drugie z łazienki, ja wybieram to drugie. Stoję i zastanawiam się w co się ubrać. Nie ma pojęcia. Chce żeby było wygodnie, ale ładnie. Decyduję się na getry moro i za dużą o 3 rozmiary czarną koszulkę w gwiazdki z napisem ''NY'' do tego trampki i jest gites :) Biorę walizki wychodzę z pokoju. jeszcze raz na niego spoglądam i zamykam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ufff no to mamy 2 rozdział. Jak się podoba? Nie za krótki? proszę was komentujcie :*


czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 1

Leże w łóżku, delikatnie otwieram oczy i sie preciągam. Mimo tego, że na dworze słychać śpiew ptaszków, a słońce próbuje przebić sie przez zasłony do mojego pokoju nie jestem zadowolona. Nienawidzę rano wstawać. Najchętniej spałabym do 11:00 tym bardziej, że dzisiaj piątek. Ten tydzień sie niesamowicie ciągnął. Na dodatek na cały dom słychać budzik mojej siostry, która ma tak twardy sen, że nie jest w stanie go wyłączyć. Wmyślach błagam, niech ona się obudzi. Mam dosyć tego, że zawsze rano przez 20 minut słychać śpiosenkę Biebera. Tak jakby nie można było na budzik ustawić jakiegoś ''dryń dryń dryń'' tylko te jego jęki. Próbuje jeszcze na chwile zasną, ale nie potrafie
- Maya!!! Wyłącz ten cholerny budzik!!!- wrzeszczę na cały głos i nie dostaje odpowiedzi.
- Mayaaaaa! - dalej nic. Ugh. Odwracam się na drugi bok , zakrywam gpoduszką głowę i wślizguję się pod koudrę.
Wybiegam z domu, siadam na swój żółty motor i odjeżdżam z ''rykiem'' z pod domu. Dzisiaj wyjątkowo odbyło sie bez kłótni o łazienkę, bałagan, czy też o to kto robi śniadanie.Minęło dosłownie kilka minut, a ja jestem pod szkołą. Może dlatego, że szybko jeżdżę. Wchodzę do szkoły.Mam na sobie czarne trampki z wysoką podeszwą, jasne jeansy z dziurami na kolanach i przetarciami na udach.do tego białą obcisłą bluzkęi czarną skurzaną kurtkę z napisem Kayla na plecach. Moje dłgie wyprostowane włosy są spięte w wysoki kucyk. Oczywiście nie zabrakło delikatnego makijażu. Idę przez długi korytarz i słucham muzyki. Czuje się jak główna bohaterka filmu. Czuje się z siebie dumna. Widzę jak wszyscy patrzą się tylko i wyłącznie na mnie. Do niektórych delikatnie się uśmiecham, a na niektórych spoglądam
lodowatym spojrzeniem. Siedzę na fizyce z panną Tomson i w ogóle nie wiem co się dzieje. Na tablicy są napisane jakieś skomplikowane wzory, a P. Emilia coś tłumaczy naszej klasie przy czym śmiesznie wymachuje rękoma. ja siedzę nieobecna w ostatniej ławce a w słuchawkach rozbrzmiewają cudowne dźwięki piosenki ''Strange'' Bardzo lubię rocka, ale słucham też popu i rapu. Słucham i myślę. Myślę o przyszłości i przeszłości. Bardzo chciałabym być wojskową lub policjantką. Chciałabym skończyć studia psychologiczne. Myślę nad sobą. M Ludzie widzą we mnie tylko pewną siebie sukę, która ma na wszystko wyj***ne i liczy sie tylko zabawa i imprezy, może i tak jest ale nie wiedzą ,że jestem w środku wrażliwa. Czasami brakuje mi matczynej miłości.Co z tego, że nasz dom przypomina willę, że mamy co tylko chcemy, że mamy dużo kasy jak nie mam przy nas mamy.  *drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr*moje myśli przerywa głośny dzwonek. Chwytam za swoją torbę i wybiegam z sali.Podjeżdżam pod dom i widzę te 4 cudowne różowe auta. To samochody mojej siostry, Lisy, Lexi i Nicki. tylko mój wyróżnia się kolorem. jest żółty. Jestem zmęczona. W nocy nie umiałam spać i mam nadzieje, że w domu jest w miarę cicho. Podchodzę do drzwi i moje marzenia prysły jak bańka mydlana. Słyszę bardzo głośną muzykę. biorę głęboki oddech i otwieram drzwi, a one... skaczą, tańczą ,śpiewają, piszczą. Co się dzieje? w salonie bałagan, w kuchni na stole stoją szklanki z drinkami ( po dziewczynach widać, że to nie pierwsze)
- Hej malutka - mówią chórem. Oczywiście im odpowiadam, ale nie ma dzisiaj nastroju na to żeby siedziec z nimi, więc idę na górę i siadam przy laptopie. Nawet nie wiem kiedy minęły dwie godziny. Muzyka na dole ucichła, nie słychać dziewczyn więc pewnie poszły do domu, a może poszły do klubu? Nie. zawsze jak idą do klubu to pytają mnie czy mam ochotę iść z nimi.
*puk puk*
Drzwi się otwierają a w nich stoi Maya
- Kayla... mogę?
- jasne chodź- odpowiadam jej i odrywam się od laptopa.
- muszę ci coś powiedzieć - jest dziwna. Stoi na środku pokoju co jest dziwne bo zawsze siada na łóżko albo ja jej ulubiony wiszący fotel. Ma jakąś kamienną twarz. Zaczynam się obawiać.
- Co jest?- pytam zaciekawiona
- Pakuuuj się jedziemyyy do Brazyli ..... jeeeee na koncert Justinka. - zaczyna krzyczeć, piszcześ. Wow ona jest porąbana. Uśmiecham się do siebie a jej już nie ma. Wybiegła z pokoju z krzykiem. Wariatka.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jej *.* pierwszy rozdział. Ktoche krótki ale za niedługo dodam następny. Rozdziały będę dodawać najwięcej co tydzień lub 2 w tygodniu. Mam nadzieje, że wam się spodoba. Proszę o komentarze. Nicole

Bohaterowie :)


Kayla Jordan ma 17 lat, jest zwykłą dziewczyną. Mieszka z siostrą w Chicago. Jest dosyć rozrywkowa , szalona i gadatliwa. Nie warto z nią zadzierać bo czasami bywa okropnie wredna. Ma brazowe oczy i długie ciemne włosy. Ubiera się luźno, wygodnie. Jest w szkolnej elicie

Justin Bieber ma 20 lat. Jest jednym z najpopularniejszych gwiazd muzyki pop. Justin to troche taki bad boy. Ma dużo tatuazy. Dziewczyny za nim szaleją. ( Justin jest sobą nie zmienialam go) 
Maya Jordan ma 21 lat. jest bardzo wesola porywcza i lubi imprezować. Chlopcy za nią szaleją. Maya bardzo uwielbia Justina. Jest belieber. Jest sliczną blondynką.
Nicki 19, Lexi 23, Lisa 20. najlepsze przyjaciółki Kayli i Maya. Cała piątka tworzy elite szkolną. ludzie ich podziwiają a zarazem boja się do niech odezwać .